| Po | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
01 |
02 |
03 |
04 |
05 |
||
06 |
07 |
08 |
09 |
10 |
11 |
12 |
13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
26 |
27 |
28 |
29 |
||||
Piątek IV Tygodnia Wielkiego Postu
Uroczystość św. Józefa, Oblubieńca NMP
2 Sm 7,4-5a.12-14a.16; Ps 89(88); Rz 4,13.16-18.22; Mt 1,16.18-21.24a albo Łk 2,41-51a
Homilia
Jakie przesłanie może mieć św. Józef dla nas dzisiaj? Co chciałby nam powiedzieć? Czego możemy się od niego nauczyć? W Ewangeliach nie znajdziemy ani jednego słowa wypowiedzianego przez opiekuna i wychowawcę Jezusa. Co ciekawe, ewangeliści opowiadają nam sny Józefa. My do snów jesteśmy nastawieni raczej ostrożnie, żeby nie powiedzieć sceptycznie. W przypadku św. Józefa były to sny bardzo ważne, w nich bowiem otrzymywał wyjaśnienie i zrozumienie swoich wątpliwości co do tajemnicy Wcielenia, z nich również czerpał wskazówki dotyczące troski o bezpieczeństwo Jezusa i Jego Matki Maryi. Ilekroć sytuacja Świętej Rodziny stawała krytyczna, gdy życie maleńkiego Jezusa i Jego Matki było zagrożone, Józef potrafił we śnie usłyszeć i zobaczyć wyjście z krytycznej sytuacji. Ewangelista Mateusz wspomina cztery sny św. Józefa: gdy waha się on przyjąć Maryję pod swój dach, gdy Herod chce zabić Jezusa, gdy mija niebezpieczeństwo i gdy po powrocie boi się osiedlić w Judei i kieruje się do Nazaretu.
Wspomniane relacje mówią o trudnych sytuacjach, o trudnych wyborach, przed jakimi postawiony był Józef. Widzimy więc Józefa, który – jako głowa Rodziny – musi podejmować decyzję, co zrobić, jak się zachować w sytuacji kryzysowej: Maryja oczekuje dziecka, Herod knuje zbrodnię, niepewność gdzie zamieszkać. Po Zwiastowaniu Maryi św. Józef we śnie przeżył swoje osobiste zwiastowanie: „To, co się w Niej poczęło jest z Ducha Świętego. Dlatego nie bój się wziąć do siebie Maryi, Twej Małżonki” – to wyjaśnienie anioła jest dla Józefa wystarczające i „Józef uczynił, jak mu anioł Pański polecił”. Idąc za tym usłyszanym we śnie głosem Boga stał się mężem Maryi a w oczach ówczesnych „ojcem” Jezusa.
Postawa posłuszeństwa, jaką odznacza się Józef, jest tak naprawdę postawą wiary i ufności. Tak również uwierzyła Maryja: „Niech mi się stanie wg Twego słowa” – w ten sposób rozpoczął się w Nazarecie kolejny etap historii zbawienia, ale Józef nie został w niej pominięty ani z niej wykluczony. Podobnie jak w przypadku trudności ze zrozumieniem i zaakceptowaniem sytuacji Maryi, tak również po narodzeniu Jezusa i przy powrocie do ojczyzny, Józef nie zadaje pytań i nie domaga się dodatkowych wyjaśnień czy znaków potwierdzających prawdziwość tego, co usłyszał. Józef nie dyskutuje, ale podejmuje konkretne kroki, działa: „Zbudziwszy się ze snu Józef (...) wziął swoją Małżonkę do siebie”, „On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu”, a gdy minęło niebezpieczeństwo „On wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela”.
Czy taka postawa nie jest znakiem przyjęcia woli Bożej? Wszak Bóg, wybierając Maryję, w jakiś sposób wybrał również jego! Być może więc właśnie swoją Matkę i swojego „ojca” miał na myśli Jezus, gdy mówił: „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”.
Gotowość Józefa do działania w sytuacjach kryzysowych pokazuje nam, że był to mężczyzna z krwi i kości. Nie bał się wyzwań, nie bał się znaków zapytania, jakie rodziły się w nim w nowej sytuacji. Potrafił jednak zrezygnować ze swoich planów życiowych i był posłuszny Bogu, który nieoczekiwanie zaingerował w życie ukochanej przez niego kobiety, a tym samym w jego życie również.
Przyglądając się dziś temu portretowi św. Józefa, pytamy samych siebie: Czy nie zatraciliśmy wrażliwości serca, wrażliwości na głos Boga, na Jego natchnienia i Jego prowadzenie? On przemawia do nas z kart Pisma św., mówi do nas poprzez wydarzenia i spotykanych ludzi, wreszcie mówi głosem naszego sumienia.
„Ojcze nasz, (…) bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi”, w moim życiu…
więcej przeczytasz na: http://www.pastoralne.pl/homilie-i-kazania-na-kazdy-dzien/
Niedziela Palmowa, Męki Pańskiej
Iz 50,4-7; Ps 22(21); Flp 2,6-11; Łk 22,14-23,56
Homilia
Słowo Boże Niedzieli Palmowej objawia nam tajemnicę zbawczej mocy męki i śmierci Jezusa Chrystusa. Wywyższenie Syna Człowieczego i nasze zbawienie dokonało się na krzyżu. Jeśli spojrzymy na Jezusa ukrzyżowanego i uwierzymy, że jest On Synem Bożym, który umarł za nas i dla nas, będziemy uwolnieni z grzechów i otrzymamy w darze nowe życie. Krzyż stał się skutecznym lekarstwem na nasze grzechy.
Odczytujemy dziś w liturgii opis Męki Jezusa przedstawiony przez Ewangelistę Łukasza. To opowiadanie wprowadza nas w przeżywanie Wielkiego Tygodnia. Stajemy się świadkami zdrady Judasza, ustanowienia Eucharystii, modlitwy w Ogrójcu, pojmania Jezusa i sądu nad Nim. Obserwujemy zaparcie się Piotra, biczowanie Jezusa i ukoronowanie cierniem. Wysłuchujemy skazującego wyroku Piłata i towarzyszymy Jezusowi na Jego krzyżowej drodze. Razem z Nim wchodzimy na Golgotę i stajemy pod krzyżem, aby być świadkami Jego śmierci. Tak wiele wydarzeń! Przyznam się, że od czasu, kiedy obejrzałem film „Pasja” te wydarzenia nabrały dla mnie bardzo realnych kształtów. I dziś, kiedy je przypominamy i uobecniamy podczas Mszy św., serce zaczyna bić bardzo mocno. Te wydarzenia działy się naprawdę, uczestniczyli w nich konkretni ludzie. Prawdziwe było także cierpienie Jezusa i krzyż, na którym umierał.
Widząc Chrystusa ukrzyżowanego na Golgocie, mam przed oczyma obraz krzyża umieszczonego w sanktuarium św. Rity w małej włoskiej miejscowości Cascia leżącej w środkowych Włoszech. Na środkowej ścianie kaplicy, w której umieszczono konfesjonały, znajduje się duży krzyż. Jedna ręka Jezusa jest przybita do krzyża, druga natomiast wyciągnięta w stronę ludzi przychodzących na modlitwę i spowiedź. Tą ręką Jezus chce przygarnąć do siebie każdego człowieka, który przychodzi do Niego, aby wyznać swoje grzechy. Jakże w tym miejscu nie przypomnieć słów religijnej piosenki: „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech, to nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech. Choć tak dawno to się stało, widziałeś mnie”. Jezus z wysokości krzyża widzi każdego z nas. On widzi nasze grzechy i słabości, widzi nasze niewierności i zdrady. Widzi wszystko i nie wycofuje się, ponieważ umiłował nas do końca, do oddania swojego życia za każdego z nas.
Patrząc na Ukrzyżowanego, chcemy z ufnością wyśpiewać: „Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony, na wieczne czasy bądźże pozdrowiony. Z ciebie moc płynie i męstwo, w Tobie jest nasze zwycięstwo”. Nie musimy uciekać przed krzyżem. Przeciwnie, przychodzimy do niego i adorujemy go, ponieważ wierzymy, że tutaj znajdziemy prawdziwą miłość i moc do dźwigania własnego krzyża. Przychodzimy dziś z oddali grzechu, niewierności i zdrady; przychodzimy poranieni, znękani, pełni lęków i obaw; przychodzimy, aby w ukrzyżowanym Chrystusie rozpoznać Syna Bożego, naszego jedynego Zbawiciela i Odkupiciela. Stajemy razem przy krzyżu Jezusa, w którym jest nasze uzdrowienie i życie. Tutaj odnajdujemy utraconą nadzieję i poczucie sensu naszego życia i cierpienia. Adorując krzyż Chrystusa, doświadczamy jego mocy i miłości.
Jezus Chrystus, Syn Boży, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia, dziś zostaje skazany na śmierć krzyżową. Oto stajemy wobec tajemnicy cierpienia i tajemnicy krzyża. Trudno w tym momencie nie wypowiedzieć pytań, które często niepokoją nasze serca. Dlaczego na świecie tyle zła, wojen, kataklizmów, niesprawiedliwości, dlaczego giną niewinni ludzie, a dzieci umierają z głodu? Dlaczego tak często w życiu nie układa się nam, dlaczego wokół tylu nieżyczliwych ludzi, którzy czyhają na naszą porażkę, dlaczego tyle zazdrości i nienawiści? Dlaczego doświadczenie choroby i śmierci? Oto krzyk zranionego ludzkiego serca zanoszony do Boga. W odpowiedzi staje przed nami krzyż Jezusa Chrystusa, w nim bowiem znalazły się wszystkie nieprawości tego świata oraz wszystkie pytania, na które nie potrafimy znaleźć odpowiedzi.
Dziś spełnia się obietnica Chrystusa, który zapewnia nas: „A Ja, gdy nad ziemię zostanę wywyższony przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Jego miłość przygarnia każdego z nas i dlatego z ufnością możemy powiedzieć Bogu: „Ojcze, wierzymy, że Jezus umarł za nas i to my jesteśmy winni Jego śmierci”. Do krzyża przybiły Go nasze grzechy. Taka była cena naszego zbawienia. W tym wyraziła się Twoja miłość. Niech udział w Eucharystii, która jest uobecnieniem ofiary krzyżowej Jezusa będzie dla nas źródłem naszego zbawienia.
więcej przeczytasz na: http://www.pastoralne.pl/biblioteka-wspolczesnego-homlilisty/