Kalendarium

2012 - Maj
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
 
 
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
     

zobacz wszystkie wydarzenia

Słowo Boże

12.08.2010

Homilie

Czwartek XXI Tygodnia zwykłego
Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej
Prz 8,22-35 (Iz 2,2-5); Ps 48; Ga 4,4-7; J 2,1-11


Każdego roku, w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, wielu z nas kieruje swój wzrok i swoje myśli ku Jasnej Górze. Często zdarza się, że pozostawiamy na kilka dni swój dom i wszystko, co nas otacza, i udajemy się na to miejsce. Po co? Aby zobaczyć Tę, która miłuje, aby uklęknąć przed Jej obliczem, aby Ją zapewnić o naszej miłości do Niej, aby Ją błagać o potrzebne łaski. Wśród murów i baszt jasnogórskich czujemy się bezpieczniejsi i bliżsi nieba niż gdziekolwiek indziej na świecie. Każdy, kto znajdzie się tam w tłumie pielgrzymów, zauważy i doświadczy, że na to święte miejsce pada szczególne światło z nieba, rozpala dusze ludzkie i podnosi je ku niebu. Kościół poucza nas, że Matka Boża jest nam dana przez Boga jako nieustająca Wspomożycielka. Rozumieją to rzesze modlących się, którzy w najgłębszym skupieniu ducha błagają Maryję o ratunek w rozmaitych trudnościach duchowych i doczesnych. Zajrzyjmy więc do Jasnogórskiej księgi cudów i zobaczmy, co działo się w życiu ludzi po ich spotkaniu z Częstochowską Panią!

We wtorek 3 sierpnia 1976 roku na Jasną Górę przybyli rodzice (obydwoje nauczyciele) z dwojgiem dzieci, by podziękować Matce Bożej za uratowanie życia ich 6-letniego syna, Przemysława, który 3 sierpnia 1975 roku uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu w Gdańsku-Oliwie. Chłopiec wpadł pod nadjeżdżający samochód i doznał bardzo silnych obrażeń głowy i brzucha. Stan był krytyczny, a lekarze nie dawali prawie żadnych szans na uratowanie dziecka. Przez siedem tygodni Przemek leżał zupełnie nieprzytomny. A jednak przeżył. Obecnie jest zupełnie zdrowy. Rodzice są głęboko przekonani, że zarówno życie, jak i zdrowie swego synka zawdzięczają Jasnogórskiej Pani. Matka chłopca otwarcie przyznała, że w sprawach wiary miała wiele trudności. Jednak w tym wypadku porzuciła wszystkie wątpliwości i z ufnością udała się po ratunek do Maryi.

A oto inne zdarzenie. Dnia 16 sierpnia 1976 roku zgłosiła się matka z 15-letnią córką i opowiedziała następujące świadectwo: „Córka moja miała padaczkę w okresie od maja do października 1973 roku. Ataki nawiedzały ją w każdym tygodniu. Zaraz w maju udałam się z córką do doktór, która przepisała lekarstwa, ale po nich było jeszcze gorzej, dlatego lek odrzuciłam. Na początku października 1973 roku przyjechałam z córką na Jasną Górę, by prosić Matkę Bożą o zdrowie dla mojego dziecka. Obydwie przystąpiłyśmy do sakramentów świętych. Zamówiłam Mszę św. przed Cudownym Obrazem, którą wyznaczono na pierwszą niedzielę października na godzinę jedenastą. W czasie tej Mszy św. przyjęłyśmy Komunię św., modląc się gorliwie o zdrowie córki. I od tej pory, to znaczy od tej Mszy św., aż po dzień dzisiejszy nie powtórzył się ani razu atak padaczki. Córka czuje się zupełnie dobrze”.

Pielgrzymki zawsze były ważnym wydarzeniem w życiu chrześcijan, w kolejnych epokach przybierały różne formy. Podążanie do miejsca kultu stanowi symbol indywidualnej wędrówki człowieka wierzącego śladami Odkupiciela: jest praktyką czynnej ascezy i pokuty za ludzkie słabości, wyraża nieustanną czujność człowieka wobec własnej ułomności i przygotowuje go do przemiany serca.

„Przez czuwanie, post i modlitwę – mówił Sługa Boży, Jan Paweł II – pielgrzym postępuje naprzód drogą chrześcijańskiej doskonałości, starając się dojść z pomocą łaski Bożej do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa”. A w 1991 roku ten sam Papież powiedział na Jasnej Górze: „Przybyliście tutaj, drodzy przyjaciele, aby odnaleźć i potwierdzić do głębi to własne ludzkie «jestem» wobec Boga. Patrzcie na krzyż, w którym Boże «Jestem» znaczy «Miłość». Patrzcie na krzyż i nie zapominajcie. Niech słowem kluczowym waszego życia pozostanie «jestem przy Tobie»”.

Każdego wieczoru przenośmy się myślą i sercem na Jasną Górę, klękajmy w duchu przed naszą Matką i Królową. W radosnym śpiewie „Apelu jasnogórskiego” błagajmy Ją pokornie, a wszystko, o co będziemy prosić, otrzymamy.

Od czasu do czasu winniśmy także stawić się osobiście przed Jej świętym obliczem, aby zapewnić o swej gotowości do podjęcia apostolskich zadań pomocników Maryi, aby ubłagać łaski potrzebne dla nas samych, naszych rodzin, naszej Ojczyzny i Kościoła w Polsce.

W tym szczególnym sierpniowym dniu, uczestnicząc w Najświętszej Ofierze, pragniemy Bogu gorąco podziękować za opiekę, jaką ujawnia On nad nami za pośrednictwem Pani Jasnogórskiej. Prośmy też o błogosławieństwo Boże na dalsze dni życia ziemskiego. Wpatrujmy się w Maryję jak w zwierciadło cnót chrześcijańskich i czyńmy wszystko, cokolwiek nam rozkaże Jej Syn, Jezus Chrystus. Amen.


Kazanie na rozpoczęcie roku szkolnego

Co to znaczy być dobrym uczniem?


Już tradycyjnie wraz z początkiem września dzieci, młodzież i nauczyciele rozpoczynają kolejny okres swojej pożytecznej pracy. Ważne, by pragnęli czynić to razem z Bogiem – Źródłem i  Dawcą mądrości. Bo jaki mielibyśmy pożytek z rozumu, gdyby nie był on przeniknięty wiarą, która nadaje głęboki sens zarówno naszym indywidualnym, jak i wspólnotowym wysiłkom? Warto dziś zastanowić się nad tym, co to znaczy być dobrym uczniem. Jeśli jako kryterium przyjęlibyśmy otrzymywane oceny, odpowiedź wydaje się prosta. Jednak spróbujmy w naszych rozważaniach pójść dalej.

Jezus przyszedł na Ziemię po to, by podzielić się z ludźmi prawdą o nich samych oraz o Kimś, komu szczególnie zależy na zbawieniu świata. Wielu z uwagą wsłuchiwało się w treści wypowiadane przez Zbawiciela. Ich serca i umysły były otwarte na przyjęcie Słowa Życia. Jednak pośród  Jezusowych słuchaczy znaleźli się i tacy, którzy nie byli gotowi na przyjęcie tego jakże ważnego orędzia. Mieli bowiem swój z góry założony scenariusz dotyczący tego, jak powinien działać Mesjasz. Scenariusz ten w skrajny sposób ograniczał ich możliwości poznawcze. Stali się głusi na nową wiedzę oraz ślepi mimo tylu znaków, jakie czynił Syn Boży. Zatem dobry uczeń potrafi uważnie słuchać. Bez tej umiejętności nie może być mowy o jakimkolwiek rozwoju. Rady i wskazania nauczyciela muszą trafić na żyzną glebę, czyli spotkać się z otwartością na przyjmowanie wiedzy i gotowością słuchania, odkrywania –wtedy będą mogły rozwinąć się uczniowskie talenty.
Kolejną kwestię związaną z nauczaniem stanowi sam autorytet pedagoga. Trzeba przyznać, że bardzo trudno na niego zapracować. Do opinii publicznej zbyt często docierają niepokojące doniesienia o upadku autorytetów. Mamy przed oczami wstrząsające obrazy młodzieży szydzącej ze swojego nauczyciela czy nawet prześladującej go. Ewangelia również ukazuje nam sceny, w których Jezus jest upokarzany, wręcz znienawidzony przez swoich przyszłych oprawców. Pamiętajmy, że nikomu z nas nie uda się posiąść wiedzy, gdy nie docenimy wartości nauczycieli stawianych na naszej drodze przez samego Boga.

Pomódlmy się zatem do Ducha Świętego o dar słuchania i wyciągania konstruktywnych wniosków z czekających nas szkolnych doświadczeń. Bądźmy roztropnymi uczniami.

Teksty pochodzą z publikacji „Homilie i kazania na każdy dzień. Duc in altum


XXII Niedziela zwykła
Syr 3,17-18.20.28-29; Ps 68(67); Hbr 12,18-19.22-24a; Łk 14,1.7-14

Nauczanie Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii zawiera bardzo konkretne wskazania, które dotyczyły codziennego postępowania i zachowania. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że są one wręcz zbyt konkretne. Brzmią trochę jak porady z podręcznika savoir vivre’u. „Gdy będziesz zaproszony, idź i wybierz ostatnie miejsce” można na pozór przyrównać do takich zasad jak na przykład: „Nie opieraj łokci na stole. Prawą ręką używaj noża, w lewej ręce trzymaj  widelec”. Trzeba jednak jasno uświadomić sobie, że Panu Jezusowi nie chodziło o ustanawianie norm dobrego zachowania. Zalecenie Jezusa dotyczyło najgłębszych ludzkich postaw. Chrystus opowiedział tę przypowieść, aby gruntownie  przemienić ludzkie serca, a nie tylko wskazać nowe zasady zajmowania miejsc przez gości w czasie uczty.

Na pozór niewinna uwaga o zasiadaniu przy stole miała w istocie znaczenie rewolucyjne. Stawiała na głowie zastaną hierarchię wartości. Goście zebrani w domu faryzeusza wyczuwali to. Czuli się też wewnętrznie dotknięci i stawiali sobie pytanie: Jakim prawem Rabbi z Nazaretu krytykuje i chce zmieniać ten porządek? Jakim prawem narusza autorytety i przyjęte zwyczaje? Opowieść o wybieraniu miejsc na uczcie stała się jednym z punktów zapalnych dla poważnej dyskusji i sporu. Albowiem ów spór w domu przywódcy faryzeuszów przerodził się z czasem w tragiczny konflikt. Stopniowo dochodziły do głosu kolejne różnice w rozumieniu religijności i rosła wrogość między Jezusem a Jego przeciwnikami. Apogeum tego konfliktu był późniejszy dramat, który rozegrał się w pałacu Piłata, gdzie Jezusa skazano na śmierć przez ukrzyżowanie.

Spróbujmy zrekonstruować to, co wydarzyło się w domu przywódcy faryzeuszów. Zdarzenie to dokonuje się w określonym kontekście. Pan Jezus zmierzał do Jerozolimy. Pomiędzy nim a faryzeuszami już wcześniej zaczęło rodzić się napięcie. Jednak wśród nich nadal była spora grupa Jego zwolenników. Niektórzy przyszli do Jezusa, aby ostrzec Go przed Herodem: „Uchodź stąd, bo Herod chce cię zabić” (Łk 13,31). Nieznany z imienia przywódca faryzeuszów należał do tej przychylnej grupy. Zaprosił Jezusa do swego domu na ucztę szabatową. Nie zamknął przed nim swego domu i pozwolił, aby wędrująca grupa pielgrzymów zasiadła przy jego stole w szabat. Faryzeusze jednak bacznie obserwowali (Ewangelia podaje, że śledzili) zaproszonego Gościa. Chcieli poznać, kim jest, co myśli i co zamierza. Ale także Jezus uważnie obserwował ich zachowanie. Widział, jak wybierają sobie pierwsze miejsca przy stole.

Św. Łukasz opisuje, że najpierw w domu pojawił się człowiek chory na wodną puchlinę. Kolejny dowód na to, że gospodarz był otwartym i gościnnym człowiekiem. Jezus postawił zgromadzonym trudne pytanie: „Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie?”. Faryzeusze i uczeni w Piśmie milczeli. Nie mieli pewności, co odpowiedzieć. Uzdrawiać w szabat? Z jednej strony – to dobry czyn, pochodzący od samego Boga. A zatem nie powinno być w tym nic złego. Z drugiej zaś strony – nikt z nich nie potrafił dokonać takiego cudu, ani w szabat, ani w inny dzień tygodnia. Najlepszym rozwiązaniem było zatem ostrożne, wyczekujące milczenie. W tej milczącej atmosferze Jezus wstaje, dotyka chorego człowieka, przywraca mu zdrowie i nakazuje wrócić do swojej rodziny. Wśród zaproszonych zapanowała konsternacja i zdumienie, ale także podziw i uznanie dla Boga, który przez Jezusa z Nazaretu dokonał cudownego uzdrowienia. Można zatem w szabat uzdrowić chorego człowieka!

Sedno konfliktu nie polegało jednak na uzdrawianiu w szabat, ale na zazdrości o wpływy i autorytet. Chodziło o pytanie, kto naprawdę jest Władcą i Panem wszechświata oraz ludzkiego życia. Spór między Jezusem a faryzeuszami – jak można by powiedzieć – nie dotyczył jakiegoś drewnianego krzesełka przy szabatowym stole, ale najwyższego Tronu, na którym mógł zasiadać tylko Bóg.

Walki o krzesła w różnych izbach, salonach, pałacach i parlamentach toczą się do dzisiaj. I będą się toczyć, dopóki będzie istniała ludzkość. Ludzie, często pyszni i zadufani w sobie, walczą o swą pozycję i możliwość władzy. Uczniowie Jezusa wiedzą jednak, że najważniejsze miejsce winno być zarezerwowane zawsze dla ich Mistrza. Dla Tego, który najbardziej się uniżył i najbardziej ukochał wszystkich ludzi i każdego człowieka. „Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa chwalony”.

Homilia pochodzi z publikacji „Biblioteka współczesnego homilisty”