Kalendarium

2012 - Maj
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
 
 
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
     

zobacz wszystkie wydarzenia

Posługa spowiednicza

12.08.2010

Spowiedź seksoholika

Rola spowiednika w relacjach z seksoholikiem jest bardzo podobna do tej, jaką ma szafarz sakramentu pokuty i pojednania w odniesieniu do innych nałogowców. Oczywiście, w pierwszym rzędzie należy widzieć tu sakrament. Oprócz tego jednak nie można zapominać o tym, ze spotkanie w konfesjonale ma być także duszpasterstwem, dlatego warto, aby spowiednik umiał rozpoznać seksoholika. Dopiero wówczas będzie mógł mu naprawdę pomóc, nie tylko jako grzesznikowi potrzebującemu „doraźnego odpuszczenia grzechów”, ale także jako człowiekowi zagubionemu w życiu. Do tego poznania potrzebna jest wiedza, która pozwoli kapłanowi ustalić, że ma do czynienia z osobą uzależnioną, a nie np. „jedynie” nadpobudliwą seksualnie lub przeżywającą okres wzmożonego działania hormonów. Wiedza dotycząca nałogów ułatwi też spowiednikowi właściwie oceniać zachowanie uzależnionego penitenta i nakładać odpowiednią pokutę (pozwoli np. uniknąć sytuacji, w której ksiądz nakaże coś, co dla nałogowca „zmuszanego” przez uzależnienie jest nie do wykonania). Dobrze by było, gdyby spowiednik pomógł także penitentowi przyjąć do wiadomości prawdę na temat jego skłonności i uzależnienia, czyli na temat jego nienaturalnej, niezwyczajnej sytuacji.

Rolą spowiednika w przypadku spotkania w konfesjonale osoby uzależnionej jest więc nie tylko pośrednictwo pomiędzy Bogiem i człowiekiem oraz „rozdzielanie” łaski Bożej (szafowanie nią), co należy bez wątpienia uznać za podstawowe posłannictwo szafarza sakramentu, ale też „zwykłe wysłuchanie”, pouczanie i zachęcanie do podejmowania terapii. Konfesjonał, ze względu na „naturalną” intymność relacji i obowiązek zachowania tajemnicy, wydaje się być jak najbardziej odpowiednim miejscem do rozmów o sprawach bardzo intymnych, do których bez wątpienia należy sfera seksualności.

Zgodnie z sugestiami znawców omawianego tu problemu, jednym z ważnych i pierwszych elementów w pomocy osobom dotkniętym tą przypadłością, jest przekonanie ich do pozytywnego myślenia o sobie. Chociaż dotyczy to wszystkich nałogowców, to jednak w przypadku seksoholików wydaje się być jeszcze bardziej potrzebne i jeszcze bardziej trudne, a więc wymaga zwiększonej delikatności. Chodzi o to, że uzależnienie to dotyczy niezwykle delikatnej sfery ludzkiego życia. Osoba, która „skalała” swoją seksualność nierzadko czuje się odarta z najgłębszych tajemnic, pozbawiona „naturalnej ochrony wstydu” i upokorzona oraz ostatecznie pozbawiona godności. Przekonanie o własnej wartości jest pierwszym krokiem na drodze do coraz lepszego życia.

Ponadto seksoholizm bierze się często stąd, że osoba chce za pomocą aktu seksualnego chociaż na chwilę uwolnić się od negatywnych emocji. Ponieważ często tego potrzebuje, do tychże aktów także dochodzi często – w ten sposób powstaje „pułapka uzależnienia”. Przywrócenie pozytywnego obrazu siebie sprawi, że osoba zostanie pozbawiona jednej z potrzeb dodawania sobie pozytywnych emocji (Por. A. P. Bielejczyk, W pułapce seksu, „Charaktery” 2009, nr 5, s. 28). Wydaje się to być bardzo pomocne dla tych, którzy znajdują się w pierwszych stadiach uzależnienia. Dla tych, którzy już zaszli dalej, jest to niezbędne, aby mogli się zatrzymać i zawrócić z drogi uzależnienia.

Człowiek ma prawo do odczuwania przyjemności – potwierdzają to różne nauki od przyrodniczych, gdzie mówi się o naturalnej potrzebie dobrostanu, przez medycynę, psychologię, aż po filozofię i teologię, które uznają człowieka za istotę słusznie dążącą do szczęścia. Oczywiście, problematyczne jest tu samo rozumienie szczęścia. Filozofia i teologia nie mają wątpliwości, że autentyczne szczęście wyraża się najpełniej w miłości. Jednym ze sposobów przeżywania przyjemności są akty płciowe. Prawdziwe szczęście mogą jednak dać jedynie wówczas, kiedy złączone są z miłością – kiedy są jej wyrazem (Szeroko na ten temat pisze papież Benedykt XVI. Por. Encyklika „Deus Caritas est”, Libreria Editrice Vatikana, Watykan 2005).

Nałóg – konkretnie pozwalanie sobie na wchodzenie na drogę nałogu, o czym mowa w różnych tekstach o uzależnieniach – jest wyrazem egoizmu. Ten zaś stanowi zaprzeczenie miłości, jest jej przeciwieństwem i przekreśleniem. Seksoholizm zaś w jeszcze większym stopniu niż inne nałogi wiąże się z miłością, gdyż dotyczy tej sfery egzystencji człowieka, przez którą tę miłość wyraża się najpełniej i najdelikatniej. Nałóg ten – w sytuacji, kiedy wiąże się z odbywaniem stosunków seksualnych (chociaż nie zawsze tak musi być, o czym jeszcze będzie mowa) – jest w pewnym stopniu „udawaniem miłości”. Seksoholizm więc – zwłaszcza w początkowych fazach, kiedy to jeszcze wchodzący w nałóg człowiek ma szansę odwrotu i kiedy czerpie z seksu przyjemność, a nie głównie „wypełnia nakaz nałogu” – jawi się jako swoiste „igranie z miłością”, swoista kpiną z niej. W sytuacjach, kiedy nie chodzi o kontakty płciowe z drugą osobą, ale tylko o niewłaściwe obchodzenie się ze swoim ciałem i swoją psychiką, nałóg ten jest także „zakłamywaniem miłości wobec siebie”, do której każdy jest zobowiązany, a która wyraża się między innymi w trosce o swój własny rozwój. Logiczną konsekwencją niewłaściwych relacji wobec siebie są niewłaściwe relacje wobec innych, których – zgodnie z przykazaniem miłości – „kocha się, jak siebie samego”.

Podczas rozmów z seksoholikami nie może chodzić o to, aby ich przekonać do odrzucenia seksu lub – co gorsza – „obrzydzenia” go. Takie działanie spowiednika byłoby niewłaściwe, bo zakłamujące prawdę o ludzkiej płciowości i nieskuteczne w drodze do prawdziwego nawrócenia i „naprawienia” człowieka uwikłanego w analizowany tu nałóg. Nie może tu chodzić tylko o przekonanie do abstynencji płciowej (chociaż, w wielu przypadkach będzie to jeden z elementów całościowej terapii). Chodzi o to, aby uzmysłowić człowiekowi, czym jest płciowość i pouczyć go, jak może i powinien korzystać z seksualności, czyli przedstawić pełną prawdę o niej: ukazać ją jako szansę oddawania się jak najpełniej drugiemu człowiekowi, wyrażania siebie; pokazać ciało jako integralny element bycia człowiekiem – element, przez który osoba może wyrażać siebie; przede wszystkim zaś ukazać jej związek z miłością (Por. Benedykt XVI, Encyklika Deus Caritas est, nr 3-18; T. Wójcik, Płciowość ludzka, w: Jan Paweł II, Encyklopedia nauczania moralnego, red. J. Nagórny, K. Jeżyna, Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, radom 2005, s. 390-393. Dużo pomocnych tekstów można znaleźć w publikacji Płciowość ludzka w kontekście miłości. Przesłanie moralne Kościoła, red. J. Nagórny, K. Jeżyna, Wydawnictwo KUL, Lublin 2007).

Seks sam w sobie jest czymś dobrym. Z punktu widzenia biologii, jest on konieczny do tego, aby przekazywać życie, czyli utrzymać ciągłość gatunku homo sapiens. Ukazywanie go jako zła lub „poniżania” czy wręcz „zezwierzęcania” człowieka – jak zauważono wyżej – jest czymś niewłaściwym, jest nieporozumieniem. Błędem jest także przeciwstawianie sobie cielesności i duchowości. Pozytywne nastawienie do cielesności jest postawą właściwą – jest zrozumieniem natury ludzkiej; jest zrozumieniem planu Stwórcy wobec ludzi (por. Rdz 1,27-28). Chodzi o to, jak już mówiono, aby dobrze rozumieć seksualność i aby chcieć z niej właściwie korzystać. O tym powinien pouczać i do tego przekonywać spowiednik, który rozmawia z osobą niewłaściwie korzystającą z płciowości.

Spowiednik powinien pouczyć penitenta nieradzącego sobie z seksualnością, że należy rozumem panować nad instynktami. Bez wątpienia, biologiczny instynkt „nakazujący” człowiekowi troskę o zachowanie gatunku, wyrażający się w popędzie płciowym, jest czymś naturalnym dla człowieka. Trzeba jednak pamiętać, że do natury osoby ludzkiej należy także rozumność. To ona między innymi jest wyznacznikiem godności, która wynosi ją ponad inne stworzenia. Można więc bez przesady powiedzieć, że pozostanie na poziomi instynktu jest pozostawaniem na poziomie „zwierzęcości”. Należy to jednak dobrze rozumieć. Jak już mówiono, samo korzystanie z seksualności nie jest wyrazem tejże „zwierzęcości”. Dopiero zupełne poddanie się jej bez wykorzystywania rozumu jawi się jako rezygnowanie z tego, co stanowi o wyjątkowości człowieka.

Rozwinięcie tematu oraz wielu innych zagadnień dotyczących posługi w konfesjonale znajdziesz w publikacji „Poradnik spowiednika”